… wystarczy tylko znaleźć niszową dziedzinę, w której nie mamy sobie równych, i odpowiednio to nagłośnić. Zadania utworzenia elitarnego klubu NewConnect Lead Giełda podjęła się na przełomie kwartałów. Na ile jednak są to rzeczywiście spółki o wyższej wiarygodności, a w jakim zakresie stworzono jedynie krąg wzajemnej adoracji?Zamierzeniem GPW przy tworzeniu nowego segmentu było, przynajmniej oficjalnie, promowanie spółek doń zaliczonych. Aby tak mogło się stać, ustanowiono warunki przyjęcia w szeregi liderów rynku alternatywnego. Obejmują one kryteria kapitalizacji, obrotu, płynności, zmienności kursu, a także poszanowania akcjonariuszy. W założeniu do segmentu mają należeć spółki, które – ze względu na powyższe parametry – w najbliższej przyszłości mogłyby starać się o przejście na rynek główny.
Zakwalifikowanie spółki do tak wąskiego grona, powinno – w teorii – przyczynić się do wzrostu zainteresowania jej akcjami. Tym bardziej, że nie są to „jakieś” spółki, ale spełniające najwyższe standardy. I tutaj pojawiają się rysy na idealnym obrazku wymalowanym przez GPW. Przede wszystkim, spółki zaliczone do segmentu wcale nie odnotowały większego zainteresowanie inwestorów niż do tej pory. Wręcz przeciwnie, obroty w drugim kwartale 2010 roku były znacznie mniejsze niż w poprzednim. Z jednej strony może to oznaczać po prostu zastój na samym ASO, z drugiej jednak – przy tak płytkim rynku jakim jest NewConnect – pozytywna reakcja inwestorów na stworzenie segmentu powinna spowodować swoisty run na akcje spółek. W przypadku rynku alternatywnego oznaczałoby to podniesienie średniej dziennej liczby zawartych transakcji z 5 (jakie jest warunkiem przyjęcia w ramy NCLead) do, powiedzmy, 8 (wzrost o 60%!!!). Brak nawet takiej reakcji inwestorów powinien mówić sam za siebie.
Zagadką jest jednak, co w takim stopniu powstrzymuje inwestorów od zaufania nowemu wytworowi GPW. Czy jest to po prosu brak zainteresowania samym rynkiem i notowanymi spółkami? Jeśli tak, być może powinno wziąć się pod uwagę nie tylko parametry, jakimi jest kapitalizacja, ale także fundamenty, na których opiera się spółka: zadłużenie, wypłacalność, perspektywy rozwoju. Inwestorzy nie są tak naiwni, by inwestować w spółkę o dużej kapitalizacji i płynności oraz marnych przewidywaniach na przyszłość.

A może ograniczoną wiarygodnością cieszą się same pomysły Giełdy? W odniesieniu do wydarzeń, jakie miały miejsce na NewConnect w ostatnich czasach, nie powinien dziwić sceptycyzm inwestorów. Smaczku dodaje fakt, że w pierwszej kwalifikacji nie brano pod uwagę kryterium stosowania Dobrych Praktyk. Takim oto sposobem w segmencie znalazły się spółki, które już od dłuższego czasu wzbudzają silne emocje zarówno wśród inwestorów, jak i u prokuratury.
Niemałym zaskoczeniem jest również, że tworząc segment najlepszych spółek, wywiązujących się w największym stopniu z obowiązków informacyjnych, Giełda sama milczy na temat kwalifikacji i przyczyn usunięcia z segmentu poszczególnych spółek. O ile stopień wypełnienia warunków ilościowych inwestorzy mogą skontrolować sami, to uchybienie kryteriom jakościowym jest znacznie trudniejsze do zrewidowania. Stąd niezwykle ważna jest poprawa polityki informacyjnej samej GPW. Nabiera to jeszcze większego znaczenia w momencie, gdy jeden z portali wskazuje, że zarówno WDM, jak i Wealth Bay zostały usunięte z sektora za uchybienia obowiązkom informacyjnym. Nie miałoby to większego znaczenia, gdyby nie zapis w uchwale tworzącej segment, iż „W przypadku stwierdzenia przez Zarząd Giełdy, że emitent nie wykonuje obowiązków informacyjnych określonych w Regulaminie Alternatywnego Systemu Obrotu lub wykonuje te obowiązki w sposób nienależyty, akcje tego emitenta są niezwłocznie usuwane z segmentu NewConnect Lead”. GPW do tej pory nie potwierdziła ani nie zaprzeczyła powyższym doniesieniom. Bez echa w klubie najwiarygodniejszych spółek na NC przeszło na razie także opóźnienie Mery w publikacji sprawozdania finansowego, mimo że Giełda pogroziła spółce palcem.
Nasuwa się również pytanie, czy stworzenie segmentu nie będzie skutkowało presją przejścia na rynek główny wywieraną na spółki. W pierwszym kwartale istnienia NC Lead zadebiutowały tam dwie firmy: Pragma Inkaso i LST Capital. Kolejne także wspominają o planowanych debiutach na rynku regulowanym. Efektem może być bańka spekulacyjna na spółkach przyjmowanych do segmentu: inwestorzy oczekując przejścia na Parkiet będą kupowali akcje przedsiębiorstw, gdyż skutkiem debiutu na GPW mógłby być wzrost płynności oraz zainteresowania firmą, a w rezultacie wzrost wyceny rynkowej jej walorów. Oczywiście w krótkim okresie zainteresowanie daną spółką mogłoby być im na rękę, poprawiając stopę zwrotu z akcji. Jednak w momencie, gdy dotrze do inwestorów niechęć spółek do zmiany rynku (przecież nie wszystkie muszą przenosić się na Parkiet), może nastąpić od niej gwałtowny odwrót – a jest to ostatnia rzecz, jakiej potrzebują firmy notowane na NewConnect. W takim wypadku spółki nieplanujące debiutu na rynku podstawowym mogą bronić się rękami i nogami przed włączeniem ich do segmentu, a to z kolei wypaczy obraz „najlepszych” spółek na rynku i odbierze sens istnieniu NC Lead w ogóle.
Co więcej, wypychanie siłą spółek na rynek podstawowy nie służy samemu NewConnect. Oczywiście wskazanie możliwości debiutu na rynku regulowanym często zachęca spółki do debiutu na ASO, ale warto byłoby zadbać o rozwój samego rynku alternatywnego. Dzięki temu w przyszłości wejście nań mogłoby stanowić wartość samą w sobie, a nie jedynie być przystankiem na GPW i zbiorem, przepraszam za wyrażenie, „niedorobionych” spółek giełdowych. Tutaj otwiera się pole do popisu dla NC Lead. Segment ten mógłby mieć na celu wskazanie, że spółki te wcale nie są gorsze od notowanych na Parkiecie oraz promowanie rynku alternatywnego.
Jeśli NC Lead będzie miał wystarczającą siłę pod względem marketingowym, mógłby przyczynić się także do poprawy stopnia poszanowania inwestorów. Wówczas spółki, mając spośród warunków kwalifikacji realny wpływ jedynie na dwa z nich: dotyczące stosowania dobrych praktyk oraz wykonywania obowiązków informacyjnych, dołożyłyby wszelkich starań, by dostać się i utrzymać w segmencie. Na chwilę obecną nie wydaje się jednak, by takie było zamierzenie Giełdy.